Du coup, czyli ulubiony “przecinek” Francuzów

du coup1

Jeżeli miałabym powiedzieć czemu irytuje mnie język angielski, powiedziałabym, że nie potrafię znieść maniery wtrącania wszędzie słowa “like”  (lub “it’s like”) tylko po to, aby przykryć swoje niedouczenie i braki w słownictwie. Maniera, jak to maniera – zazwyczaj jest głupia i niepotrzebna, chociaż można postrzegać ją jako charakterystyczny element języka. I właśnie w tym momencie zastanawiam się, jak odebrać wyrażenie, które we Francji słychać na każdym kroku, a o którym nie do końca wspomina się w książkach. Chodzi oczywiście o słynne du coup.

ALE OD POCZĄTKU…

Będąc we Francji byłam tak zaintrygowana tym “powiedzonkiem”, że postanowiłam sprawdzić, o co tutaj tak naprawdę chodzi.

Słownik mówi wyraźnie:du coup

Mamy zatem odpowiedź, iż wyrażenie du coup oznacza “w konsekwencji, w rezultacie”.

Poprawnym zdaniem zatem byłoby na przykład:

Il a plu toute la journée. Du coup, je n’ai pas pu sortir.

Padało cały dzień. W konsekwencji nie mogłem wyjść.

Okazuje się jednak, że to tylko teoria i du coup może przyjąć każde znaczenie, jakie tylko sobie wymarzymy:  « donc », « finalement », « évidemment », « nécessairement », « par conséquent », « à la suite de quoi », « de ce fait », « dans ces conditions », « en fin de compte »…

Du coup elle pourra m’accompagner ?  (du coup = en fin de compte )

Więc w końcu będzie mogła mi towarzyszyć ?

Alors du coup, Antoine est sorti. (du coup = fianalement)

No Antoine w końcu wyszedł.

Powiem Wam, że gdyby usunąć wszystkie du coup z przeciętnej konwersacji, tak naprawdę nie straciłaby ona swojego znaczenia, ponieważ du coup stało się trochę “przecinkiem”, który nic nie znaczy. Można stwierdzić zatem, że du coup w tym momencie to synonim słówek takich jak:  “ben, bof, euh”…

Co ciekawe, Akademia Francuska zastanawia się nad przyjęciem znaczenia “de ce fait” (= tak więc, z tego też względu) jako poprawne, ponieważ to właśnie w tym znaczeniu Francuzi używają najczęściej  du coup.

J’étais toute seule à la maison du coup j’en ai profité pour te téléphoner.

Byłam w domu zupełnie sama, więc skorzystałam z okazji i do Ciebie zadzwoniłam.

Jedno jest pewne – jeśli chcecie przez chwilę poczuć się jak prawdziwy Francuz lub wybieracie się do Francji i chcecie zrozumieć co do Was mówią, uzupełnijcie koniecznie swój słownik o wyrażenie “du coup”  ! 🙂

Advertisements

Pause-café: Znaczenie akcentu circonflexe na przykładzie Świąt Wielkiej Nocy

L’accent circonflexe est l’hirondelle de l’écriture.

– Jules Renard

 

Zbliżają się najważniejsze chrześcijańskie Święta w roku, które po francusku noszą nazwę Pâques. Słowo to pochodzi oczywiście od łacińskiego Pascha, ale co ciekawe, kiedyś w języku francuskim również pomiędzy “a” i “q” występowała literka “s” i tym samym wyraz ten był pisany następująco: Pasques. Taką informację możemy znaleźć oczywiście w książkach dotyczących etymologii wyrazów, ale możemy posłużyć się także wiedzą na temat akcentu circonflexe. Cóż to za akcent i jaką informację za sobą niesie ?

W języku francuskim istnieje kilka rodzajów akcentów, jednym z nich jest właśnie akcent circonflexe, czyli popularny “daszek”. Nie jest niczym innym, niż połączeniem akcentu aigu (é) z akcentem grave (è). Występuje nad literkami a, e, i, o oraz u. W przypadku a, e, o zmienia nieco wymowę, otóż każda z tych literek zapisana “z daszkiem” będzie miała nieco inne brzmienie, niż ta występująca bez niego.

â to tak zwane “a” postérieur, czyli tylne.

ê to tak zwane “e” ouvert, czyli otwarte.

ô to tak zwane “o”  fermé, czyli zamknięte.

Dodatkowo, akcent circonflexe niesie pewną informację. Otóż zazwyczaj mówi nam o tym, że gdzieś w pobliżu, kiedyś stało “s”. Mamy na to sporo przykładów:

Wielkanoc –  Pâques (kiedyś Pasques)

ŚwiętoFête (od feste, stąd też np. festyn)

Las – Forêt (od foresta)

Zamek – Château (od castel)

Wyspa –  île (od Isle)

Okno –  Fenêtre (od fenestre)

Akcent circonflexe “brał udział” również w głośnej sprawie dotyczącej reformy ortografii, jednak ten nad a, e oraz o nie został zniesiony. Więcej  na ten temat można poczytać w TYM artykule.

Walentynkowe propozycje muzyczne

Mój tegoroczny wpis walentynkowy podzieliłam na dwie części. Dziś, ze względu na cykl Petits plaisirs, zaproponuję Wam 7 utworów o… miłości ! Wszystkie tak samo urocze i klimatyczne! Nawet jeśli nie lubicie Walentynek, warto posłuchać – może któryś z nich wpadnie Wam w ucho ? Czas zaktualizować swoją playlistę !

/Aby zobaczyć teledysk i posłuchać piosenki kliknij na tytuł/

walenty

Zaczynamy od Vanessy Paradis i utworu Mi Amor. Osobiście nie jestem fanką tej wokalistki, ale usłyszałam tę piosenkę w najnowszej reklamie Chloé i zdecydowanie przypadła mi ona do gustu. Tekst nie jest zbyt skomplikowany, a słownictwo raczej niewymagające. Przekaz jest prosty – zakochana kobieta oczekuje od swojego mężczyzny wyraźnej deklaracji miłosnej.

Dis moi que tu m’aimes
Que la vie est belle
Que ce monde est fou
Et quoi qu’il advienne
Je resterai tienne
A toi jusqu’au bout
Ho, à la vie à la mort

Powiedz, że mnie kochasz, że życie jest piękne, że ten świat jest szalony.  I obojętne co się stanie będę twoja na zawsze, na życie i śmierć. 

Numer dwa to Vianney i jego utwór  Aux débutants de l’amour, w którym wokalista twierdzi, że miłość jest dość ulotna… 

Aux débutants de l’amour ma foi,
il faut dire la vérité,
il n’y aura jamais plus je crois,
que des bonheurs de papier
qui s’envolent, qui s’envolent
et ne redescendent jamais,

Początkującym w miłości, mówiąc szczerze, trzeba mówić prawdę, nie będzie już nic niż tylko papierowe szczęścia, które odfruwają i nigdy nie powracają. 

Na miejscu trzecim grupa Brigitte z utworem Monsieur je t’aime. Muszę przyznać, że nie jest to moja ulubiona piosenka, natomiast wybrałam ją ze względu na ciekawy tekst.

Vous n’etes pas le plus beau, le plus tendre des zorros
Mais il se cache dans vos baisers
Un je ne sais quoi qui me rends cinglé

Nie jest pan najpiękniejszy, najbardziej czuły ze wszystkich zorro, ale w pana pocałunkach kryje się to coś, co doprowadza mnie do szaleństwa. 

Czwarta propozycja to cudowna Marie Laforêt i moja ukochana piosenka L’amour qu’il fera demain.

On s’aimera jusqu’à la fin des temps
On s’aimera jusqu’au prochain printemps
On s’aimera aussi longtemps
Que l’on pourra s’aimer

Będziemy się kochać do końca, będziemy się kochać do przyszłej wiosny, będziemy się kochać tak długo jak będziemy mogli się kochać.

Na miejscu przedostatnim Edith Piaf oraz Théo Sarapo w utworze À quoi ça sert l’amour, czyli klasa sama w sobie. Ta urocza para tłumaczy nam “do czego służy miłość”. Pani Piaf chyba nie trzeba przedstawiać. Warto natomiast powiedzieć, że Théo Sarapo, z którym wykonuje ona ten utwór, był jej mężem, a różnica wieku, która ich dzieliła to aż 21 lat.

L’amour ne s’explique pas!
C’est une chose comme ca!
Qui vient on ne sait d’où
Et vous prend tout à coup.

Miłość się nie tłumaczy!
Tu rzecz taka o!
Która nie wiadomo skąd pochodzi 
I dopada was nagle.

I na koniec, z dedykacją dla wszystkich Pań, które szukają mężczyzny i nie mają zbyt wygórowanych wymagań, Eartha Kitt i utwór Je cherche un homme. Pojawił się on w amerykańskiej komedii romantycznej Lepiej późno niż później (francuski tytuł: Tout peut arriver).

Je cherche un homme, un homme, un homme
Un Pierre, un Paul, un Jacques ou Tom
Peu m’importe comment il se nomme
S’il est un homme, un homme, un homme

Szukam mężczyzny, mężczyzny, mężczyzny Pierre’a, Paul’a, Jacques’a czy Tom’a* obojętne jak się nazywa jeśli jest mężczyzną mężczyzną mężczyzną

*Imiona te można teoretycznie przetłumaczyć na język polski: Pierre – Piotr, Paul – Paweł, Jacques – Jakub, Tom – Tomek. 

A już jutro zapraszam Was na drugą część Walentynkowego wpisu, w którym przedstawię siódmą piosenkę i za jej pomocą wytłumaczę jedno z trudniejszych zagadnień w języku francuskim.

Już dzisiaj natomiast ze swojej strony życzę Wam wspaniałego walentynkowego dnia, pełnego miłości, ale przede wszystkim uśmiechu ! ❤

IMG_9761

À bientôt !! ❤

 

Moje francuskie seanse, czyli o oglądaniu filmów słów kilka

W cyklu Petits plaisirs co jakiś czas będę przedstawiała Wam moje propozycje filmowe. Będą to oczywiście produkcje francuskie, które miałam okazję obejrzeć czy to w kinie czy w domowym zaciszu. Niektóre z nich będą mi bliskie, niektóre będę darzyła sympatią, ale znajdą się też takie, w stosunku do których mam mieszane uczucia lub po prostu takie, które zupełnie nie przypadły mi do gustu. W całym cyklu chodzi bowiem o to, żeby przedstawiać Wam kolejne tytuły francuskich filmów i przybliżać ich tematykę nie kierując się tym samym moją subiektywną opinią. Jak to mówią Francuzi chacun à son goût więc sami zdecydujecie o tym, które produkcje chcielibyście obejrzeć. Od razu powiem – nie jestem krytykiem filmowym i również niezbyt dobrze czuję się w roli recenzenta. Dlatego filmy będą przedstawiane tutaj przede wszystkim pod kątem języka. Na pewno pojawią się ciekawe słówka związane z tematyką filmu i informacje o stopniu trudności języka.

12660211_568035726684695_327517805_n

Dzisiejszy post jest natomiast ogólnym wprowadzeniem do tego “filmowego cyklu“. Opowiem przede wszystkim o tym jak oglądać francuskie filmy, na co zwracać uwagę oraz czy takie francuskie seanse nas w ogóle czegoś uczą.

Mówiąc zupełnie szczerze nigdy nie byłam typem kinomaniaka. Owszem, oglądałam różne filmy, ale moja ogólna wiedza na ich temat jest dość przeciętna. Nie kolekcjonuję kolejnych tytułów i nie dyskutuję o nich ze znajomymi. Mogę żyć bez kina, nie jest ono moją pasją, lubię obejrzeć dobry film, ale nie mam potrzeby oglądania go każdego wieczoru.

W przypadku filmów francuskich jest nieco inaczej. Przez wielką pasję do wszystkiego co francuskie nie opuszczam żadnej okazji żeby obejrzeć francuski film. Moi znajomi doskonale wiedzą, że nie trzeba mnie pytać czy chciałabym pójść na nowy francuski film do kina, bo odpowiedź jest po prostu oczywista. Muszę jednak przyznać, że filmy francuskie traktuję nieco inaczej niż inni. Potrafię wyciągnąć z nich milion słówek i wyrażeń, potrafię zachwycić się tym w jaki sposób aktorka wymówiła daną frazę i potrafię także znaleźć łączenie międzywyrazowe, o którym nie wiedziałam a które, jak się okazuje, jest obowiązkowe. Obsesja ? Pewnie tak, ale czytacie właśnie “zwierzenia” osoby w stu procentach zafascynowanej językiem francuskim więc czego można się spodziewać ? 😀 Zatem film francuski, oprócz tego, że jest przyjemnością, jest dla mnie przede wszystkim nowym doświadczeniem, spotkaniem z praktycznym użyciem języka i nieocenionym źródłem wiedzy. Wrażenia i emocje też są ważne, ale nie potrafię zapanować nad tym, że to zawsze język będzie mnie interesował najbardziej.

Z tego też względu bardzo lubię oglądać francuskie filmy sama, bo tylko wtedy mogę pozwolić sobie na ich zatrzymanie w dowolnym momencie (oczywiście nie mówię o kinie) i wypisanie słówka, które mnie interesuje. Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że nie każdemu podobałoby się oglądanie filmu z notesem w ręku… Absolutnie Was do tego nie namawiam, każdy uczy się inaczej i wcale nie musi traktować francuskiego seansu jako “materiału do nauki”. Nie znaczy to oczywiście, że nie skupiam się na akcji! Francuskie filmy mają dla mnie niesamowity klimat i klasę, ich oglądanie jest dla mnie po prostu połączeniem przyjemnego z pożytecznym.

Gdybym miała dać Wam jedną złotą radę co do oglądania francuskich filmów, zdecydowanie polecałabym włączenie napisów. Brzmi to nieco banalnie, ale tak naprawdę to klucz do tego żeby zrozumieć cokolwiek. Nie oszukujmy się – to czego uczy nas pani w szkole to jedno, a to jak mówią Francuzi to drugie… Nawet osoby deklarujące poziom B2/C1 mogą mieć czasem niemały problem ze zrozumieniem aktorów. Bo film to taka kilkugodzinna namiastka francuskiej rzeczywistości. Nagle znajdujemy się we Francji no i mamy problem, bo zwyczajnie nie jesteśmy osłuchani. Napisy zdecydowanie pomogą nam nie tylko zrozumieć przesłanie filmu, ale także będą pokazywały relacje pomiędzy tym co wypowiedziane a tym co napisane. Zatem zaobserwujemy zarówno zasady wymowy (jak czytane są poszczególne głoski) jak i po prostu przyzwyczaimy się do francuskich dźwięków.

Gdzie oglądać francuskie filmy ?

Jeżeli chcemy mieć do nich szybki, tani i wygodny dostęp to odpowiedź jest prosta – w Internecie.  Nie chciałabym jednak absolutnie zachęcać Was do ściągania filmów, bo to nie jest blog “wszystko co pirackie” i nie ma nic wspólnego z korzystania z nielegalnych źródeł… Mogę jedynie polecić Wam oglądanie francuskich produkcji online. Jedyna strona z której korzystam to: http://www.filmfra.com/

Warto dodać także, że do 18 lutego trwa My French Film Festival, który również umożliwia nam oglądanie francuskich filmów online, szczegóły TUTAJ

Najlepsza jakość jest jednak oczywiście wtedy, kiedy taki francuski film zakupimy ! U mnie uzbierała się już dość pokaźna kolekcja, oto jej fragment:

IMG_9341

Za dwa lub trzy tygodnie w sobotnim cyklu przedstawię pierwszy francuski film i opiszę swoje wrażenia. Zachęcam także Was do dzielenia się swoimi doświadczeniami i odczuciami. Piszcie w komentarzach na co zwracacie uwagę przy doborze filmów, czy lubicie francuskie kino i jakie tytuły chcielibyście polecić innym Czytelnikom 🙂

Pause-café: Poubelle – pochodzenie słowa

Kiedy myślę o słowach, które najbardziej podobają mi się w języku francuskim, zawsze mam przed oczami te z cząstką -elle lub -lle. Kojarzą mi się z francuską elegancją i klasą, z rzeczownikiem mademoiselle czy przymiotnikiem belle. Stąd też moje zdziwienie, kiedy poznałam słówko poubelle, ponieważ ostatnim moim skojarzeniem związanym z tym wyrazem był kosz na śmieci. Nie potrafiąc zupełnie powiązać przymiotnika “belle” z tak nieprzyjemnym znaczeniowo rzeczownikiem “kosz na śmieci”, sięgnęłam oczywiście do etymologii tego słowa.

Jak się okazało, słówko poubelle to antroponim, czyli po prostu nazwa własna. Jest to nazwisko prefekta departamentu Seine Eugène’a  Poubelle’a, który około 1884 roku nakazał mieszkańcom miasta posiadać obowiązkowo pojemnik na odpady. Wcześniej Francuzi nie znali takiego słowa a śmieci wyrzucali po prostu przez okno. Jak można się domyślić, przyczyniało się to do rozwoju licznych epidemii i chorób.

Takich rzeczowników pochodzących od nazwisk wynalazców jest oczywiście znacznie więcej. Przykładem może być Jean Nicot, francuski lekarz, który zachwalał właściwości medyczne tytoniu i popularyzował palenie w Europie. Od jego nazwiska pochodzi nikotyna. Inni Francuzi, którym zawdzięcza się znaczące odkrycia to niewątpliwie Louis Pasteur (une pasteurisation –pasteryzacja), Louis de Bechameil (La sauce béchamel – sos beszamelowy), Nicolas Chauvin (chauvinisme – szowinizm), Samuel Morse (le morse – alfabet morsa), bracia Montgolfier (une montgolfière – balon na ogrzane powietrze).

Citation du jour – Meryl Streep

Je n’ai plus de patience pour certaines choses, non pas parce que suis devenue arrogante, mais tout simplement parce que je suis arrivée à un point dans ma vie où je ne veux pas perdre plus de temps avec ce qui me blesse ou avec ce qui me déplaît. Je n’ai aucune patience pour le cynisme, la critique excessive ni pour les exigences d’une nature quiconque. J’ai perdu la volonté de plaire à celui qui n’aime pas, d’aimer à celui qui ne m’aime pas et à sourire à celui qui ne veut pas me sourire. Je ne dédie plus une seule minute à celui qui ment ou à celui qui veut manipuler. J’ai décidé de ne plus vivre avec la prétention, l’hypocrisie, la malhonnêteté et l’éloge pas cher. Je n’arrive pas a tolérer l’érudition sélective et l’arrogance académique. Je n’ai pas à m’adapter plus avec les affaires du voisinage ou avec le commérage. Je déteste les conflits et les comparaisons. Je crois à un monde de contraires et c’est pour ça que j’évite des gens ayant un caractère rigide et inflexible. En amitié, je n’aime pas le manque de loyauté ni la trahison. Je ne m’entends pas bien avec ceux qui ne savent pas donner un compliment et qui ne savent pas encourager. Les exagérations m’ennuient et j’ai du mal à accepter ceux qui n’aiment pas les animaux. Et pour couronner le tout, je n’ai aucune patience pour ceux qui ne méritent pas ma patience. 

                                                                                                                                       – Meryl Streep

Nie mam już cierpliwości do pewnych rzeczy i to nie dlatego, że stałam się arogancka, ale dlatego, że po prostu dotarłam do takiego momentu w moim życiu gdzie nie chcę już tracić czasu na to co mnie krzywdzi czy na to czego nie lubię. Nie mam cierpliwości do cynizmu, do przesadnej krytyki czy do jakiegokolwiek rodzaju przesady. Straciłam ochotę na to, aby podobać się tym którzy nie kochają, kochać tych którzy mnie nie kochają i uśmiechać się do tych, którzy nie chcą się do mnie uśmiechać. Nie poświęcę już choćby jednej minuty temu, który kłamie lub temu, który chce manipulować. Zdecydowałam się na to, aby nie żyć już z pretensjonalnością, hipokryzją, nieuczciwością i tanią pochwałą. Nie umiem tolerować wybiórczej erudycji i akademickiej arogancji. Nie muszę już dostosowywać się do sąsiedzkich spraw czy do plotek.  Nienawidzę konfliktów i porównań. Wierzę w świat pełen kontrastów i dlatego unikam  bezkompromisowych ludzi (nieugiętych, niezmieniających swoich poglądów). W przyjaźni nie lubię braku lojalności czy zdrady. Nie dogaduję się zbyt dobrze z tymi, którzy nie potrafią prawić komplementów i z tymi, którzy nie potrafią dodawać otuchy. Przesada mnie nudzi i nie potrafię zrozumieć tych, którzy nie kochają zwierząt. I na zakończenie powiem, że nie mam żadnej cierpliwości do tych, którzy na moją cierpliwość nie zasługują.

  • blesser – ranić
  • déplaîre – nie podobać się
  • la malhonnêteté – nieuczciwość
  • le voisinage – sąsiedztwo
  • le commérage – plotka
  • éviter – unikać
  • rigide – twardy, sztywny (o zasadach)
  • inflexible – nieelastyczny, nieugięty 
  • l’amitié – przyjaźń
  • un manque – brak
  • une loyauté – lojalność
  • la trahison – zdrada
  • mériter (qch) – zasługiwać na coś

Nauka słówek w kontekście czasopism francuskich

     W ostatnim czasie otrzymałam sporą liczbę wiadomości od Czytelników z pytaniem: Jaka jest najlepsza metoda nauki słówek ?, z jakich książek warto się ich uczyć ?, czy należy uczyć się kategoriami tematycznymi ? Być może to paradoks, ale nie jestem właściwą osobą, która może odpowiedzieć na to pytanie. Nie znaczy to oczywiście, że nie chcę już otrzymywać od Was wiadomości (wręcz przeciwnie) natomiast ja sama, nigdy nie uczyłam się języka francuskiego w “tradycyjny sposób” co sprawia, że jest to dla mnie nie lada wyzwanie udzielić jakichkolwiek “praktycznych rad”.  I dlatego właśnie, że nie czuję się “mistrzem technik przyswajania nowych słówek w języku francuskim”, nie tyle udzielę Wam złotych rad, co wyjaśnię o co tak naprawdę chodzi w nauce słówek. A wszystko to w kontekście francuskich czasopism.

        Na moim blogu już pisałam o tym, co sądzę na temat naszego cudownego polskiego szkolnictwa i nauczania języków obcych w szkole. Mam kilka “ulubionych” sposobów, stosowanych przez nauczycieli, na prowadzenie żenujących lekcji, na układanie żenujących testów czy na zadawanie równie żenujących zadań domowych. Jednym z moich “ulubionych” sposobów na sprawdzenie rzekomej wiedzy ucznia jest zadanie listy miliona słówek z kategorii “jedzenie”, kiedy to każdy uczeń  w dniu kartkówki jest ekspertem od tejże tematyki i ma satysfakcję  z tego, że dał radę choć nie było łatwo. Ale czas mija, najpierw dzień, potem tydzień wreszcie miesiąc i okazuje się, że uczeń już nie jest ekspertem w kategorii “jedzenie”, bo na dzisiaj trzeba było nauczyć się tematu “rodzina”. I szczerze, może nie ma w tym nic złego, że nauczyciele dążą do tego żeby uczniowie poznali jak najwięcej słówek z danej tematyki, ale ten sposób wydaje mi się dość nieudolny. Tym bardziej, że są osoby, które potrafią zadać pytanie: A czy muszę znać też słówko X i czy będzie na kartkówce ? A czy te dwie ostatnie kolumny też trzeba koniecznie, czy może Pani odpuści ? I tutaj ewidentnie coś “nie gra” i tutaj właśnie zaczyna się zaczyna paradoks. Tak zwanym “dobrym uczniom” odpuszcza się dwie kolumny słówek do nauczenia, przy okazji zwalniając ich z mówienia w tym dniu po francusku (czy innym języku) w jakimkolwiek innym kontekście niż przewidziany na dzisiejszą kartkówkę, a uczniom, którzy wiedzą więcej, mają duży zasób słownictwa, zdolności językowe, ale niekoniecznie mają ochotę na nauczenie się dokładnie tego co kazała “pani” przyznaje się gorszą ocenę. A oceny nie świadczą niestety o naszej wiedzy. Świadczą tylko o tym na ile nam się udało, bądź nie udało czegoś nauczyć. Zatem mamy przyzwolenie nauczycieli na tak nonszalanckie podejście do nauki języka i przy okazji przykład promowania “ludzi robotów”, którzy nauczą się dokładnie tego, co obejmuje “kartkówka” i ani jednego słówka poza tym. Ja rozumiem ambicje, chęć bycia najlepszym z wszystkiego, ale cokolwiek by nie mówić, język jest materią specyficzną.  Tutaj nie chodzi o to, żeby słówek uczyć się od strony 15 do 30 za wyjątkiem dwóch kolumn na stronie 20. Tutaj chodzi o to, żeby mieć świadomość tego, co to jest język i po co tak naprawdę ja się go uczę. I absolutnie nie mam pretensji do ludzi robotów, nawet chyba nic do nich nie mam… Nawet im się nie dziwię. Bo jak mogę się dziwić, skoro widzę jak funkcjonuje ten cały system. Jak ludzie mają lubić uczyć się języka, skoro kojarzy im się to tylko z listą o nazwie “jedzenie”, “rodzina” czy “zwierzęta” ?  Na rynku jest naprawdę wiele rewelacyjnych, wartościowych książek do nauki, które pozwalają prowadzić lekcje w ciekawy sposób. Wystarczy tylko chcieć, ale wiem, ciężko jest chcieć…. Dlatego bardzo szanuje osoby, którym się chce. Które mają charyzmę, kompetencje, dobrą energię, talent i pasję. Czuję się w tym momencie zupełnie tak, jakbym mówiła o sobie….

Wróćmy natomiast do uczniów. Oni też nie są bez winy. Nie chciałabym jednak uogólniać, ponieważ wiem, że nie wszyscy chcą się nauczyć języka, więc tych zostawiam w spokoju. Szanuje to, że nie mają takiej potrzeby i to jest OK. Mają własne zdanie. Największy problem jest z tymi, którzy używają modnego stwierdzenia “warto znać języki obce, chciałbym znać minimum 3” lub co gorsza chcą z językiem w przyszłości pracować a pytają czy te dwa słówka obok też są obowiązkowe do sprawdzianu/kartkówki/kolokwium. Jeśli ktoś zadaje sobie takie pytanie, to znaczy, że tak naprawdę nie chce nauczyć się języka i nie rozumie jego definicji.  Dlaczego ? Dlatego, że  język opisuje rzeczywistość i do tej rzeczywistości nas odsyła. Czeka na nas nieskończenie wiele słów, w milionach kontekstów, ale każde słowo, bez wyjątku warto znać. Czy my wiemy, co się nam przydarzy podczas pobytu we Francji i czy to słówko X, którego tak bardzo nie chcieliśmy się nauczyć nie przyda się właśnie w takim momencie ? W języku nie wolno gardzić żadnym słowem. Nie istnieją słowa przydatne i mniej przydatne. Chyba, że ktoś jest w stanie przewidzieć swoją przyszłość i zaplanować ją tak, aby używać tylko tych słówek, które ma ochotę przyswoić lub co gorsza tych które wydają mu się pożyteczne.

Zadacie zatem pytanie: Skoro tak krytykujesz naukę słówek z listy tematycznej jaka jest Twoja propozycja na ich przyswojenie ? Przede wszystkim nauka słówek w kontekście. Nie ma lepszego sposobu na poznawanie słownictwa, niż wypisywanie go z tekstu o określonej tematyce. Wtedy widzimy jak zachowuje się dane słówko, z czym się łączy, w jakiej sytuacji warto go użyć, z czym połączyć żeby miało sens. Żeby nauka niekoniecznie musiała nazywać się “nauką-męką” należy zadbać o to, żeby to co czytamy było zgodne z naszymi pasjami czy zainteresowaniami. Zatem jeśli interesujesz się na przykład modą, poszukaj francuskich stron, które są jej poświęcone. W takich tekstach nie tylko znajdziesz słówka z danej “branży”, ale wszystkie inne więc tym samym nie będziesz się ograniczać.  Szukaj synonimów, przede wszystkim chciej i bądź zainteresowany.

Warto zatem postawić przede wszystkim na czasopisma. Tam czeka na Was spora dawka słownictwa i co najważniejsze są to słówka aktualne, które są obecne na tę chwilę w języku, których używa się po prostu w życiu codziennym. To sprawia, że unikamy używania np. dziwnych wyrażeń idiomatycznych, których nauczyliśmy się z książki, a okazuje się, że wyszły one z mody 20 lat temu i zrozumie je tylko babcia Twojego kolegi Francuza…

Dodatkowo, czasopisma są na tyle wielotematyczne, że każdy znajdzie coś dla siebie. Wielką zaletą jest też to, iż większość dostępna jest online, zatem nie mamy wymówki: nie mieszkam we Francji, nie mam dostępu do francuskiej prasy. Owszem, masz !

12575971_1040683169287423_64231156_n

Osobiście, od kilku lat, jestem wierną czytelniczką czasopisma Psychologies, na które po raz pierwszy natknęłam się oczywiście we Francji, przeglądając gazety w jednym z kiosków. Jak sama nazwa wskazuje, jest to czasopismo psychologiczne, z którego można nauczyć się bardzo wiele słówek związanych z emocjami i z człowiekiem ogólnie. Wydaje mi się, że tematyka jest na tyle uniwersalna, że każdy znalazłby tam coś co go zainteresuje. Wystarczy wejść na stronę Psychologies.com lub udać się do krakowskiego Empiku (podejrzewam, że w innych większych miastach również znajdziemy takowy egzemplarz). Cena oczywiście jest dość wysoka, ponieważ czasopismo sprowadzane jest z Francji, ale naprawdę warto !

IMG_8504

Inne czasopisma, które zdarzało mi się czytać:

Biba – http://www.bibamagazine.fr/

Grazia – http://www.grazia.fr/

12626002_1040683179287422_2007225625_n

Esprit Philosophie – http://www.philomag.com/

12607002_1040683155954091_115814752_n

A oto kilka czasopism godnych polecenia z różnych dziedzin:

http://sante.journaldesfemmes.com/ – zdrowie, praktyczne porady

http://www.automobile-magazine.fr/ – motoryzacja

http://www.detentejardin.com/ – ogrodnictwo

http://www.marieclairemaison.com/ – dekoracja wnętrz

http://www.pourlascience.fr/ – nowinki ze świata nauki

http://www.science-et-vie.com/ – nauki ścisłe i życie

http://www.marieclaire.fr/ – moda i uroda

http://www.votrebeaute.fr/ – uroda, makijaż

Zalety czasopism:

  • nauka praktycznych i aktualnych słówek w kontekście
  • łatwa dostępność
  • możliwość wybrania tematyki, która nas interesuje
  • luźna forma

Podsumowanie

Osobiście wychodzę z założenia, że do nauki języka obcego trzeba mieć podejście indywidualne. Ja (niestety) niezbyt dobrze odnajduję się w systemie, bo jestem zbyt przyzwyczajona do tego, że uczę się tych słówek (lub tej gramatyki) na które mam ochotę, a nie tych które zada “pani”.  Wynika to niewątpliwie z mojej natury, ale też z tego, że od początku francuskiego uczyłam się samodzielnie i  narzucałam sobie własne tempo. Stąd też wzięła się pasja do wszystkiego co francuskie, bo język tak naprawdę odkrywałam sama przeglądając różne książki, czytając słownik, oglądając filmy.

Jeżeli chcecie zatem naprawdę dobrze poznać język, przyjmujcie go w całości, zapisujcie każde słówko. Język jest materią specyficzną i jako, że opisuje rzeczywistość nie jesteśmy w stanie stwierdzić które słówka są ważne i ważniejsze. Przede wszystkim czytajcie to co lubicie. Znajdźcie w tym wszystkim przyjemność. Istotne jest to, żeby chcieć. I pasjonaci zawsze będą mieli przewagę, niezależnie od ich “szkolnych wyników”. To nie oceny są ważne, ważny jest Twój stosunek do nauki języka. I takiego prawidłowego podejścia do nauki, życzę zarówno uczniom jak i nauczycielom.