Z cyklu: Spóźnione, ale szczere

jesień1

fot.@elittleoh ❤

 

Niedoceniony, często bagatelizowany. Uważany za coraz mniej prestiżowy i kojarzony z frustrowaną Jolą mszczącą się na uczniach.

Przeznaczony dla tych, którzy ludzi lubią, mają odwagę do nich wyjść i przekazać im rzetelną wiedzę.

Odradzany szarym myszkom, osobom bez osobowości, ale przede wszystkim tym niekompetentnym i nie umiejącym przekazać swojej wiedzy.

Mogłabym tak długo, bo ten zawód to coś więcej niż przygotowanie testu czy sprawdzenie obecności. To prawdziwa pasja, charyzma, powołanie…

Przez całą swoją edukację spotkałam ich wielu, ale tych, którzy dobrze wykonywali swoją pracę mogę policzyć na palcach jednej ręki.

Nasi nauczyciele, wykładowcy – bo właśnie o nich mowa – nie byli i nie są idealni. Sami przyczynili się do tego krzywdzącego obrazu, poprzez swoją ignorancję w stosunku do przedmiotu, brak przygotowania, kompetencji, jakiegokolwiek zainteresowania tym co robią i  braku chęci sięgnięcia dalej niż po ten sam podręcznik, realizowany już od 30 lat.

Skąd się to bierze? Skąd taka niechęć do uczniów, którzy robią coś więcej, którzy wiedzą coś więcej ? Zazdrość ? Frustracja ? Chyba mamy odpowiedź…

Na temat nauczania (języków obcych) potrafię mówić godzinami i uwierzcie mi, że zazwyczaj nie padają tutaj ani miłe ani ładne słowa. Od moich uczniów, znajomych, rodziny, a tak naprawdę od samej siebie dowiaduję się codziennie co dzieje się w szkołach i na uczelniach… dramat !

Nie jest to jednak czas, aby zajmować się tym, jakby nie było, poważnym problemem. Pewnym jest natomiast, że do tego tematu wrócę jeszcze nie raz i napiszę co o tym wszystkim myślę…

Na tę chwilę zostawiam Was, a przede wszystkim Waszych nauczycieli, z cytatem, który uważam za najbardziej stosowny i trafny w Dniu Nauczyciela.

Un mauvais chirurgien ne fait de mal qu’à une personne à la fois. Un mauvais professeur à 130.

Zły chirurg za jednym razem robi krzywdę tylko jednej osobie. Zły nauczyciel przynajmniej 130 osobom na raz.

(autor: Ernest Boyer)

Życzę Wam odpowiedzialności. Odpowiedzialności za swoje czyny i słowa…

Wszystkiego dobrego ! ❤

Advertisements

Ciąg dalszy ?

Do Francji jedziesz, a tam zamachy były, nie boisz się ? Na blogu nie piszesz, musisz znów zacząć, bo szkoda, bo zapomną ! Studia olewasz, a to szanować trzeba, bo wykształcenie najważniejsze. I tak całe życie w strachu i tak wszystkiego szkoda i tak bardzo zawsze trzeba robić co wypada. I tak przez 21 lat ciągle coś mówią, a ja nie do końca słucham.

Pati 3-2.JPG

Dziękuję Marysiu za zdjęcia jeszcze raz ! Fot. M.Siedy Instagram: @elittleoh

 

 

Ludzie, przecież ja się wszystkiego boję ! Moja babcia mówiła, że nawet własnego cienia… ale do Francji pojechałam, bo gdybym tego nie zrobiła w tym roku to tak jakbym już wszystko odpuściła – nie dość, że to pisanie na blogu, którego tak szkoda (!), to jeszcze wakacje, które były jedynym rozwiązaniem, aby nie popaść w tak młodym wieku w rutynę… zawodową. Pojechałam i przestrzegałam wszystkich zasad, o których powiedziano mi przed wyjazdem. Wiecie – ciężarówki, promenady, życie… te sprawy.  Wydaje mi się, że niektórzy chcieli mnie zniechęcić, ale nie wiedzą jednego – cokolwiek sobie postanowię to i tak wykonam. Taki mam charakter. Mimo wszystko nigdy nie jechałam tak wystraszona na wakacje… Dziękuję  !

No dobrze, ale żyję. Żyłam przez cały czas kiedy mnie tutaj nie było. Teraz wracam… do Polski. Czy na bloga ? (O to pytacie najczęściej) Mam nadzieję. Podczas pobytu we Francji zrobiłam wszystko (w miarę moich możliwości), aby trochę wprowadzić tutaj życia. Mówiąc “tutaj” mam na myśli konto Facebookowe i Instagramowe. Na tym drugim, dokładniej na InstaStory pojawiły się spontaniczne filmiki, na których przedstawiałam i przedstawiam mój pobyt we Francji.

depays

Fot. M.Siedy Instagram: @elittleoh

 

 

No dobra Rzeszowska, ale do konkretów

Zaczęłam blogować, kiedy miałam 17 lat i wtedy to był pomysł zupełnie z… niczego! Wiecie jak to jest w liceum, różne pomysły przychodzą do głowy. Ale ten okazał się strzałem w dziesiątkę. Cieszę się, że to wyszło, natomiast teraz chciałabym coś innego, coś więcej. Wiecie, już trochę czasu minęło i ja bardziej wiem w jakim chcę iść kierunku. I na pewno zostanę przy języku francuskim, ale chciałabym zacząć zajmować się szerszą tematyką – tematyką nauczania języków obcych, dydaktyką. Kocham uczyć ! Uwielbiam zawód jakim jest nauczyciel ! I chcę o tym mówić.

Dlatego też nieśmiało wchodzę w formę VIDEO, bo myślę bardziej o filmikach niż o pisaniu. Wiadomo, że to jest jeszcze pomysł w zarodku, ale będzie kiełkował. Na blogu na pewno jeszcze będę pisać, ale być może już nie tak jak kiedyś. Ale uwaga ! To nie ma być smutna wiadomość – wręcz przeciwnie ! ça va aller !

Na tę chwilę zapraszam Was przede wszystkim na Instagrama – wszystkocofrancuskie, oraz na stronę Facebookową bloga, bo tam będę informowała o wszystkich nowościach. Na Instagramie znajdziecie filmiki, przez które w pewien sposób przygotowuję siebie i Was do nieco innej formy niż ta, którą prezentowałam do tej pory.

Pozdrawiam wszystkich, idę się pakować, bo jutro wieczorem lecę do Polski ❤

ZG-0142-FR-800x800

Źródło: cocoon-shop.fr

Francuski akcent w Kevinie

Przyznaję się bez bicia -jestem wielką fanką Kevina, oglądam go odkąd skończyłam  5 lat w każde Święta. Uważam, ten film za świetną komedię i uwielbiam jego klimat, klimat amerykańskich świąt. Znam większość tekstów na pamięć i co roku śmieszą mnie te same sceny… 😀 Mam do Kevina sentyment do tego stopnia, że postanowiłam stworzyć o nim post ! Co ma wspólnego młody McCallister z Francją ? Okazuje się, że wcale nie tak mało !

15696877_1299888286700242_1844314080_o

Już na samym początku pierwszej części filmu dowiadujemy się, że rodzina McCallister’ów wyjeżdża na święta do…Paryża! Z tego też powodu w filmie pojawia się kilka francuskich akcentów. Oto one:

1.Scena, w której Linnie McCallister, siostra Kevina, stwierdza, że we Francji na takich jak on mówią  Les Incompétents (w tym kontekście to słowo opisuje osoby, które nie są poradne życiowo, nie potrafią sobie poradzić samodzielnie).

2-1-date-night

Zobacz VIDEO: Les Incompétents

2. Podczas pobytu we Francji cała rodzina ogląda film “It’s a wonderful life” w wersji francuskiej. Na ekranie telewizora widzimy aktora Jamesa Stewarta mówiącego:

Non, attendez un peu. Il est inutile d’attendre 24 heures, je n’ai aucun conseil à demander. Et c’est tout décicidé je sais ce que j’ai dit, c’est non non non.

home-alone-12

Nie, proszę zaczekać. Jest to niepotrzebne, aby czekać 24 godziny, nie potrzebuję żadnej rady. Wszystko postanowione, wiem, co powiedziałem, nie nie nie.

Zobacz VIDEO: It’s a wonderful life

3. Jedna z moich ulubionych scen, kiedy to Kevin wsiada do niewłaściwego samolotu. Zajmuje swoje miejsce i rozpoczyna konwersację z pasażerem siedzącym obok. Niestety, okazuje się, że jest on Francuzem i zaczyna mówić w swoim języku:

Qui c’est qui te dit ça  (?) Je viens de la France, je suis un turiste ici, c’est la première fois que je viens à l’Amerique. Me dire à toi un peu s’il y a un bon restaurant seulement, peut-être tes parents connaissent bonne place.

Pourqoui tu ne me reponds pas ? Tu parle francais un petit peu ? Moi je ne parle pas anglais du tout. Et donne moi un coup de main quand même.

Tu ne veux pas me parler, tu me fais la gueule.

hqdefault

Kto Ci powiedział to? Pochodzę z Francji, jestem tutaj turystą, do Ameryki jadę po raz pierwszy. Powiedz mi coś, czy jest jakaś dobra restauracja, może Twoi rodzice znają jakieś dobre miejsce ? Czemu nie odpowiadasz ? Mówisz trochę po francusku ? Ja nie mówię po angielsku wcale. Pomóż mi w tym. Nie chcesz ze mną rozmawiać, obrażasz się ?

faire la gueule – obrażać się

Przez około 15 lat życia nie rozumiałam co mówi ten facet. I to jest właśnie w piękne w nauce języka – masz satysfakcję, że byłaś w stanie nauczyć się języka i zdajesz sobie sprawę, jak bardzo się rozwinęłaś ! 😀

Zobacz VIDEO (0:41 – 1:06): Un tourist français

4. Scena, w której rodzina poszukuje Kevina i Peter McCallister próbuje rozmawiać po francusku przez telefon. Żadnemu mojemu Czytelnikowi nie życzę takiej “francuszczyzny” 😀

Est-ce qu’il y a une personne qui parle anglais là ?? I’M LOOKING FOR MY SON !!

Czy jest tu osoba, która mówi po francusku ? SZUKAM MOJEGO SYNA !!

hqdefault1

Zobacz VIDEO: Peter McCallister parle français

P.S. “Kevin sam w domu” i “Kevin sam w Nowym Jorku” zostały przetłumaczone na język francuski jako: Maman, j’ai raté l’avion (Mamo, przegapiłem samolot) oraz Maman, j’ai encore raté l’avion (Mamo, znowu przegapiłem samolot). Czyż tłumaczenia tytułów filmów nie są fascynujące ? 😀

rater l’avion / le bus / le train – nie zdążyć na samolot / bus / pociąg

Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić “do Kevina” osoby, które być może nie przepadają za tym filmem, a lubią język francuski 🙂 Z mojej strony chciałabym życzyć wszystkim Czytelnikom bloga pięknych świąt i radości z oglądania Kevina po raz kolejny !! :DD

Joyeux Noël!

15731667_1299888406700230_962491660_n

Walentynkowe propozycje muzyczne

Mój tegoroczny wpis walentynkowy podzieliłam na dwie części. Dziś, ze względu na cykl Petits plaisirs, zaproponuję Wam 7 utworów o… miłości ! Wszystkie tak samo urocze i klimatyczne! Nawet jeśli nie lubicie Walentynek, warto posłuchać – może któryś z nich wpadnie Wam w ucho ? Czas zaktualizować swoją playlistę !

/Aby zobaczyć teledysk i posłuchać piosenki kliknij na tytuł/

walenty

Zaczynamy od Vanessy Paradis i utworu Mi Amor. Osobiście nie jestem fanką tej wokalistki, ale usłyszałam tę piosenkę w najnowszej reklamie Chloé i zdecydowanie przypadła mi ona do gustu. Tekst nie jest zbyt skomplikowany, a słownictwo raczej niewymagające. Przekaz jest prosty – zakochana kobieta oczekuje od swojego mężczyzny wyraźnej deklaracji miłosnej.

Dis moi que tu m’aimes
Que la vie est belle
Que ce monde est fou
Et quoi qu’il advienne
Je resterai tienne
A toi jusqu’au bout
Ho, à la vie à la mort

Powiedz, że mnie kochasz, że życie jest piękne, że ten świat jest szalony.  I obojętne co się stanie będę twoja na zawsze, na życie i śmierć. 

Numer dwa to Vianney i jego utwór  Aux débutants de l’amour, w którym wokalista twierdzi, że miłość jest dość ulotna… 

Aux débutants de l’amour ma foi,
il faut dire la vérité,
il n’y aura jamais plus je crois,
que des bonheurs de papier
qui s’envolent, qui s’envolent
et ne redescendent jamais,

Początkującym w miłości, mówiąc szczerze, trzeba mówić prawdę, nie będzie już nic niż tylko papierowe szczęścia, które odfruwają i nigdy nie powracają. 

Na miejscu trzecim grupa Brigitte z utworem Monsieur je t’aime. Muszę przyznać, że nie jest to moja ulubiona piosenka, natomiast wybrałam ją ze względu na ciekawy tekst.

Vous n’etes pas le plus beau, le plus tendre des zorros
Mais il se cache dans vos baisers
Un je ne sais quoi qui me rends cinglé

Nie jest pan najpiękniejszy, najbardziej czuły ze wszystkich zorro, ale w pana pocałunkach kryje się to coś, co doprowadza mnie do szaleństwa. 

Czwarta propozycja to cudowna Marie Laforêt i moja ukochana piosenka L’amour qu’il fera demain.

On s’aimera jusqu’à la fin des temps
On s’aimera jusqu’au prochain printemps
On s’aimera aussi longtemps
Que l’on pourra s’aimer

Będziemy się kochać do końca, będziemy się kochać do przyszłej wiosny, będziemy się kochać tak długo jak będziemy mogli się kochać.

Na miejscu przedostatnim Edith Piaf oraz Théo Sarapo w utworze À quoi ça sert l’amour, czyli klasa sama w sobie. Ta urocza para tłumaczy nam “do czego służy miłość”. Pani Piaf chyba nie trzeba przedstawiać. Warto natomiast powiedzieć, że Théo Sarapo, z którym wykonuje ona ten utwór, był jej mężem, a różnica wieku, która ich dzieliła to aż 21 lat.

L’amour ne s’explique pas!
C’est une chose comme ca!
Qui vient on ne sait d’où
Et vous prend tout à coup.

Miłość się nie tłumaczy!
Tu rzecz taka o!
Która nie wiadomo skąd pochodzi 
I dopada was nagle.

I na koniec, z dedykacją dla wszystkich Pań, które szukają mężczyzny i nie mają zbyt wygórowanych wymagań, Eartha Kitt i utwór Je cherche un homme. Pojawił się on w amerykańskiej komedii romantycznej Lepiej późno niż później (francuski tytuł: Tout peut arriver).

Je cherche un homme, un homme, un homme
Un Pierre, un Paul, un Jacques ou Tom
Peu m’importe comment il se nomme
S’il est un homme, un homme, un homme

Szukam mężczyzny, mężczyzny, mężczyzny Pierre’a, Paul’a, Jacques’a czy Tom’a* obojętne jak się nazywa jeśli jest mężczyzną mężczyzną mężczyzną

*Imiona te można teoretycznie przetłumaczyć na język polski: Pierre – Piotr, Paul – Paweł, Jacques – Jakub, Tom – Tomek. 

A już jutro zapraszam Was na drugą część Walentynkowego wpisu, w którym przedstawię siódmą piosenkę i za jej pomocą wytłumaczę jedno z trudniejszych zagadnień w języku francuskim.

Już dzisiaj natomiast ze swojej strony życzę Wam wspaniałego walentynkowego dnia, pełnego miłości, ale przede wszystkim uśmiechu ! ❤

IMG_9761

À bientôt !! ❤

 

Moje francuskie seanse, czyli o oglądaniu filmów słów kilka

W cyklu Petits plaisirs co jakiś czas będę przedstawiała Wam moje propozycje filmowe. Będą to oczywiście produkcje francuskie, które miałam okazję obejrzeć czy to w kinie czy w domowym zaciszu. Niektóre z nich będą mi bliskie, niektóre będę darzyła sympatią, ale znajdą się też takie, w stosunku do których mam mieszane uczucia lub po prostu takie, które zupełnie nie przypadły mi do gustu. W całym cyklu chodzi bowiem o to, żeby przedstawiać Wam kolejne tytuły francuskich filmów i przybliżać ich tematykę nie kierując się tym samym moją subiektywną opinią. Jak to mówią Francuzi chacun à son goût więc sami zdecydujecie o tym, które produkcje chcielibyście obejrzeć. Od razu powiem – nie jestem krytykiem filmowym i również niezbyt dobrze czuję się w roli recenzenta. Dlatego filmy będą przedstawiane tutaj przede wszystkim pod kątem języka. Na pewno pojawią się ciekawe słówka związane z tematyką filmu i informacje o stopniu trudności języka.

12660211_568035726684695_327517805_n

Dzisiejszy post jest natomiast ogólnym wprowadzeniem do tego “filmowego cyklu“. Opowiem przede wszystkim o tym jak oglądać francuskie filmy, na co zwracać uwagę oraz czy takie francuskie seanse nas w ogóle czegoś uczą.

Mówiąc zupełnie szczerze nigdy nie byłam typem kinomaniaka. Owszem, oglądałam różne filmy, ale moja ogólna wiedza na ich temat jest dość przeciętna. Nie kolekcjonuję kolejnych tytułów i nie dyskutuję o nich ze znajomymi. Mogę żyć bez kina, nie jest ono moją pasją, lubię obejrzeć dobry film, ale nie mam potrzeby oglądania go każdego wieczoru.

W przypadku filmów francuskich jest nieco inaczej. Przez wielką pasję do wszystkiego co francuskie nie opuszczam żadnej okazji żeby obejrzeć francuski film. Moi znajomi doskonale wiedzą, że nie trzeba mnie pytać czy chciałabym pójść na nowy francuski film do kina, bo odpowiedź jest po prostu oczywista. Muszę jednak przyznać, że filmy francuskie traktuję nieco inaczej niż inni. Potrafię wyciągnąć z nich milion słówek i wyrażeń, potrafię zachwycić się tym w jaki sposób aktorka wymówiła daną frazę i potrafię także znaleźć łączenie międzywyrazowe, o którym nie wiedziałam a które, jak się okazuje, jest obowiązkowe. Obsesja ? Pewnie tak, ale czytacie właśnie “zwierzenia” osoby w stu procentach zafascynowanej językiem francuskim więc czego można się spodziewać ? 😀 Zatem film francuski, oprócz tego, że jest przyjemnością, jest dla mnie przede wszystkim nowym doświadczeniem, spotkaniem z praktycznym użyciem języka i nieocenionym źródłem wiedzy. Wrażenia i emocje też są ważne, ale nie potrafię zapanować nad tym, że to zawsze język będzie mnie interesował najbardziej.

Z tego też względu bardzo lubię oglądać francuskie filmy sama, bo tylko wtedy mogę pozwolić sobie na ich zatrzymanie w dowolnym momencie (oczywiście nie mówię o kinie) i wypisanie słówka, które mnie interesuje. Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że nie każdemu podobałoby się oglądanie filmu z notesem w ręku… Absolutnie Was do tego nie namawiam, każdy uczy się inaczej i wcale nie musi traktować francuskiego seansu jako “materiału do nauki”. Nie znaczy to oczywiście, że nie skupiam się na akcji! Francuskie filmy mają dla mnie niesamowity klimat i klasę, ich oglądanie jest dla mnie po prostu połączeniem przyjemnego z pożytecznym.

Gdybym miała dać Wam jedną złotą radę co do oglądania francuskich filmów, zdecydowanie polecałabym włączenie napisów. Brzmi to nieco banalnie, ale tak naprawdę to klucz do tego żeby zrozumieć cokolwiek. Nie oszukujmy się – to czego uczy nas pani w szkole to jedno, a to jak mówią Francuzi to drugie… Nawet osoby deklarujące poziom B2/C1 mogą mieć czasem niemały problem ze zrozumieniem aktorów. Bo film to taka kilkugodzinna namiastka francuskiej rzeczywistości. Nagle znajdujemy się we Francji no i mamy problem, bo zwyczajnie nie jesteśmy osłuchani. Napisy zdecydowanie pomogą nam nie tylko zrozumieć przesłanie filmu, ale także będą pokazywały relacje pomiędzy tym co wypowiedziane a tym co napisane. Zatem zaobserwujemy zarówno zasady wymowy (jak czytane są poszczególne głoski) jak i po prostu przyzwyczaimy się do francuskich dźwięków.

Gdzie oglądać francuskie filmy ?

Jeżeli chcemy mieć do nich szybki, tani i wygodny dostęp to odpowiedź jest prosta – w Internecie.  Nie chciałabym jednak absolutnie zachęcać Was do ściągania filmów, bo to nie jest blog “wszystko co pirackie” i nie ma nic wspólnego z korzystania z nielegalnych źródeł… Mogę jedynie polecić Wam oglądanie francuskich produkcji online. Jedyna strona z której korzystam to: http://www.filmfra.com/

Warto dodać także, że do 18 lutego trwa My French Film Festival, który również umożliwia nam oglądanie francuskich filmów online, szczegóły TUTAJ

Najlepsza jakość jest jednak oczywiście wtedy, kiedy taki francuski film zakupimy ! U mnie uzbierała się już dość pokaźna kolekcja, oto jej fragment:

IMG_9341

Za dwa lub trzy tygodnie w sobotnim cyklu przedstawię pierwszy francuski film i opiszę swoje wrażenia. Zachęcam także Was do dzielenia się swoimi doświadczeniami i odczuciami. Piszcie w komentarzach na co zwracacie uwagę przy doborze filmów, czy lubicie francuskie kino i jakie tytuły chcielibyście polecić innym Czytelnikom 🙂

Nauka słówek w kontekście czasopism francuskich

     W ostatnim czasie otrzymałam sporą liczbę wiadomości od Czytelników z pytaniem: Jaka jest najlepsza metoda nauki słówek ?, z jakich książek warto się ich uczyć ?, czy należy uczyć się kategoriami tematycznymi ? Być może to paradoks, ale nie jestem właściwą osobą, która może odpowiedzieć na to pytanie. Nie znaczy to oczywiście, że nie chcę już otrzymywać od Was wiadomości (wręcz przeciwnie) natomiast ja sama, nigdy nie uczyłam się języka francuskiego w “tradycyjny sposób” co sprawia, że jest to dla mnie nie lada wyzwanie udzielić jakichkolwiek “praktycznych rad”.  I dlatego właśnie, że nie czuję się “mistrzem technik przyswajania nowych słówek w języku francuskim”, nie tyle udzielę Wam złotych rad, co wyjaśnię o co tak naprawdę chodzi w nauce słówek. A wszystko to w kontekście francuskich czasopism.

        Na moim blogu już pisałam o tym, co sądzę na temat naszego cudownego polskiego szkolnictwa i nauczania języków obcych w szkole. Mam kilka “ulubionych” sposobów, stosowanych przez nauczycieli, na prowadzenie żenujących lekcji, na układanie żenujących testów czy na zadawanie równie żenujących zadań domowych. Jednym z moich “ulubionych” sposobów na sprawdzenie rzekomej wiedzy ucznia jest zadanie listy miliona słówek z kategorii “jedzenie”, kiedy to każdy uczeń  w dniu kartkówki jest ekspertem od tejże tematyki i ma satysfakcję  z tego, że dał radę choć nie było łatwo. Ale czas mija, najpierw dzień, potem tydzień wreszcie miesiąc i okazuje się, że uczeń już nie jest ekspertem w kategorii “jedzenie”, bo na dzisiaj trzeba było nauczyć się tematu “rodzina”. I szczerze, może nie ma w tym nic złego, że nauczyciele dążą do tego żeby uczniowie poznali jak najwięcej słówek z danej tematyki, ale ten sposób wydaje mi się dość nieudolny. Tym bardziej, że są osoby, które potrafią zadać pytanie: A czy muszę znać też słówko X i czy będzie na kartkówce ? A czy te dwie ostatnie kolumny też trzeba koniecznie, czy może Pani odpuści ? I tutaj ewidentnie coś “nie gra” i tutaj właśnie zaczyna się zaczyna paradoks. Tak zwanym “dobrym uczniom” odpuszcza się dwie kolumny słówek do nauczenia, przy okazji zwalniając ich z mówienia w tym dniu po francusku (czy innym języku) w jakimkolwiek innym kontekście niż przewidziany na dzisiejszą kartkówkę, a uczniom, którzy wiedzą więcej, mają duży zasób słownictwa, zdolności językowe, ale niekoniecznie mają ochotę na nauczenie się dokładnie tego co kazała “pani” przyznaje się gorszą ocenę. A oceny nie świadczą niestety o naszej wiedzy. Świadczą tylko o tym na ile nam się udało, bądź nie udało czegoś nauczyć. Zatem mamy przyzwolenie nauczycieli na tak nonszalanckie podejście do nauki języka i przy okazji przykład promowania “ludzi robotów”, którzy nauczą się dokładnie tego, co obejmuje “kartkówka” i ani jednego słówka poza tym. Ja rozumiem ambicje, chęć bycia najlepszym z wszystkiego, ale cokolwiek by nie mówić, język jest materią specyficzną.  Tutaj nie chodzi o to, żeby słówek uczyć się od strony 15 do 30 za wyjątkiem dwóch kolumn na stronie 20. Tutaj chodzi o to, żeby mieć świadomość tego, co to jest język i po co tak naprawdę ja się go uczę. I absolutnie nie mam pretensji do ludzi robotów, nawet chyba nic do nich nie mam… Nawet im się nie dziwię. Bo jak mogę się dziwić, skoro widzę jak funkcjonuje ten cały system. Jak ludzie mają lubić uczyć się języka, skoro kojarzy im się to tylko z listą o nazwie “jedzenie”, “rodzina” czy “zwierzęta” ?  Na rynku jest naprawdę wiele rewelacyjnych, wartościowych książek do nauki, które pozwalają prowadzić lekcje w ciekawy sposób. Wystarczy tylko chcieć, ale wiem, ciężko jest chcieć…. Dlatego bardzo szanuje osoby, którym się chce. Które mają charyzmę, kompetencje, dobrą energię, talent i pasję. Czuję się w tym momencie zupełnie tak, jakbym mówiła o sobie….

Wróćmy natomiast do uczniów. Oni też nie są bez winy. Nie chciałabym jednak uogólniać, ponieważ wiem, że nie wszyscy chcą się nauczyć języka, więc tych zostawiam w spokoju. Szanuje to, że nie mają takiej potrzeby i to jest OK. Mają własne zdanie. Największy problem jest z tymi, którzy używają modnego stwierdzenia “warto znać języki obce, chciałbym znać minimum 3” lub co gorsza chcą z językiem w przyszłości pracować a pytają czy te dwa słówka obok też są obowiązkowe do sprawdzianu/kartkówki/kolokwium. Jeśli ktoś zadaje sobie takie pytanie, to znaczy, że tak naprawdę nie chce nauczyć się języka i nie rozumie jego definicji.  Dlaczego ? Dlatego, że  język opisuje rzeczywistość i do tej rzeczywistości nas odsyła. Czeka na nas nieskończenie wiele słów, w milionach kontekstów, ale każde słowo, bez wyjątku warto znać. Czy my wiemy, co się nam przydarzy podczas pobytu we Francji i czy to słówko X, którego tak bardzo nie chcieliśmy się nauczyć nie przyda się właśnie w takim momencie ? W języku nie wolno gardzić żadnym słowem. Nie istnieją słowa przydatne i mniej przydatne. Chyba, że ktoś jest w stanie przewidzieć swoją przyszłość i zaplanować ją tak, aby używać tylko tych słówek, które ma ochotę przyswoić lub co gorsza tych które wydają mu się pożyteczne.

Zadacie zatem pytanie: Skoro tak krytykujesz naukę słówek z listy tematycznej jaka jest Twoja propozycja na ich przyswojenie ? Przede wszystkim nauka słówek w kontekście. Nie ma lepszego sposobu na poznawanie słownictwa, niż wypisywanie go z tekstu o określonej tematyce. Wtedy widzimy jak zachowuje się dane słówko, z czym się łączy, w jakiej sytuacji warto go użyć, z czym połączyć żeby miało sens. Żeby nauka niekoniecznie musiała nazywać się “nauką-męką” należy zadbać o to, żeby to co czytamy było zgodne z naszymi pasjami czy zainteresowaniami. Zatem jeśli interesujesz się na przykład modą, poszukaj francuskich stron, które są jej poświęcone. W takich tekstach nie tylko znajdziesz słówka z danej “branży”, ale wszystkie inne więc tym samym nie będziesz się ograniczać.  Szukaj synonimów, przede wszystkim chciej i bądź zainteresowany.

Warto zatem postawić przede wszystkim na czasopisma. Tam czeka na Was spora dawka słownictwa i co najważniejsze są to słówka aktualne, które są obecne na tę chwilę w języku, których używa się po prostu w życiu codziennym. To sprawia, że unikamy używania np. dziwnych wyrażeń idiomatycznych, których nauczyliśmy się z książki, a okazuje się, że wyszły one z mody 20 lat temu i zrozumie je tylko babcia Twojego kolegi Francuza…

Dodatkowo, czasopisma są na tyle wielotematyczne, że każdy znajdzie coś dla siebie. Wielką zaletą jest też to, iż większość dostępna jest online, zatem nie mamy wymówki: nie mieszkam we Francji, nie mam dostępu do francuskiej prasy. Owszem, masz !

12575971_1040683169287423_64231156_n

Osobiście, od kilku lat, jestem wierną czytelniczką czasopisma Psychologies, na które po raz pierwszy natknęłam się oczywiście we Francji, przeglądając gazety w jednym z kiosków. Jak sama nazwa wskazuje, jest to czasopismo psychologiczne, z którego można nauczyć się bardzo wiele słówek związanych z emocjami i z człowiekiem ogólnie. Wydaje mi się, że tematyka jest na tyle uniwersalna, że każdy znalazłby tam coś co go zainteresuje. Wystarczy wejść na stronę Psychologies.com lub udać się do krakowskiego Empiku (podejrzewam, że w innych większych miastach również znajdziemy takowy egzemplarz). Cena oczywiście jest dość wysoka, ponieważ czasopismo sprowadzane jest z Francji, ale naprawdę warto !

IMG_8504

Inne czasopisma, które zdarzało mi się czytać:

Biba – http://www.bibamagazine.fr/

Grazia – http://www.grazia.fr/

12626002_1040683179287422_2007225625_n

Esprit Philosophie – http://www.philomag.com/

12607002_1040683155954091_115814752_n

A oto kilka czasopism godnych polecenia z różnych dziedzin:

http://sante.journaldesfemmes.com/ – zdrowie, praktyczne porady

http://www.automobile-magazine.fr/ – motoryzacja

http://www.detentejardin.com/ – ogrodnictwo

http://www.marieclairemaison.com/ – dekoracja wnętrz

http://www.pourlascience.fr/ – nowinki ze świata nauki

http://www.science-et-vie.com/ – nauki ścisłe i życie

http://www.marieclaire.fr/ – moda i uroda

http://www.votrebeaute.fr/ – uroda, makijaż

Zalety czasopism:

  • nauka praktycznych i aktualnych słówek w kontekście
  • łatwa dostępność
  • możliwość wybrania tematyki, która nas interesuje
  • luźna forma

Podsumowanie

Osobiście wychodzę z założenia, że do nauki języka obcego trzeba mieć podejście indywidualne. Ja (niestety) niezbyt dobrze odnajduję się w systemie, bo jestem zbyt przyzwyczajona do tego, że uczę się tych słówek (lub tej gramatyki) na które mam ochotę, a nie tych które zada “pani”.  Wynika to niewątpliwie z mojej natury, ale też z tego, że od początku francuskiego uczyłam się samodzielnie i  narzucałam sobie własne tempo. Stąd też wzięła się pasja do wszystkiego co francuskie, bo język tak naprawdę odkrywałam sama przeglądając różne książki, czytając słownik, oglądając filmy.

Jeżeli chcecie zatem naprawdę dobrze poznać język, przyjmujcie go w całości, zapisujcie każde słówko. Język jest materią specyficzną i jako, że opisuje rzeczywistość nie jesteśmy w stanie stwierdzić które słówka są ważne i ważniejsze. Przede wszystkim czytajcie to co lubicie. Znajdźcie w tym wszystkim przyjemność. Istotne jest to, żeby chcieć. I pasjonaci zawsze będą mieli przewagę, niezależnie od ich “szkolnych wyników”. To nie oceny są ważne, ważny jest Twój stosunek do nauki języka. I takiego prawidłowego podejścia do nauki, życzę zarówno uczniom jak i nauczycielom.

“Entre mes mains le bonheur se faufile”, czyli opowieść o podążaniu za szczęściem

Aby książka mogła mnie zainteresować, chociaż w najmniejszym stopniu, musi mieć w sobie trochę tajemnicy. Musi mnie zaintrygować. Muszę mieć świadomość tego, że tylko dotrwanie do jej końca gwarantuje mi poznanie całej prawdy o bohaterze/bohaterce. Kiedy okaże się dodatkowo, że w bohaterze/bohaterce odnajduję swoją bratnią duszę lub swego rodzaju podobieństwo, książka staje się idealna i absolutnie zdobywa moje serce.

I tak stało się w tym przypadku. Kupując książkę Entre mes mains le bonheur se faufile, nie spodziewałam się, że będzie to aż tak wartościowy egzemplarz… Zaintrygował mnie przede wszystkim tytuł: Szczęście przecieka mi pomiędzy palcami *. Mam bowiem wielką słabość do książek poruszających temat szczęścia, może dlatego, że sama nieustannie szukam jego definicji…

*Nie jest to jedyna opcja tłumaczenia, czasownik “se faufiler” ma różne znaczenia (Prześlizgnąć się lub wślizgnąć się) zatem tytuł może mówić o szczęściu, które tracimy, które  “prześlizga się” przez ręce lub o szczęściu, które “wślizguje się” pomiędzy nasze ręce.

 

Tematyka

Główną bohaterką powieści jest 30 letnia kobieta o imieniu Iris, która ma na pozór wszystko. Kochającego męża, liczną rodzinę oraz stałą posadę w banku. Nie osiąga jednak pełni szczęścia, ponieważ w życiu nie robi tego co kocha. Udaje się więc w pościg za swoimi marzeniami, wyjeżdżając do Paryża i próbując swoich sił w zawodzie projektantki. Tam poznaje ludzi, którzy ( w przeciwieństwie do jej męża i rodziny) wierzą w jej możliwości i pomagają w rozwijaniu talentu. Iris szybko przekona się jednak, że wkroczyła w zupełnie inny świat… Jak się w nim odnajdzie? Czy spełni swoje marzenia?

Język

Język nie jest prosty, bo lektura jest w oryginale (nie jest to żadna wersja uproszczona). Po tę książkę powinny zatem sięgnąć osoby znające francuski przynajmniej na poziomie B2. Wielkim plusem tej lektury, jest to, iż zalicza się ona do literatury współczesnej, zatem czytając, można nauczyć się bardzo wielu potocznych wyrażeń, używanych obecnie przez Francuzów w życiu codziennym.

 Bardzo ubolewam nad tym, że książka nie została (jeszcze) przetłumaczona na język polski, ponieważ konsekwencją tego jest fakt, iż  nie jest dostępna dla wszystkich, tylko tych znających język francuski. Mam nadzieję jednak, że wkrótce takie tłumaczeni się pojawi a jeszcze bardziej chciałabym, żeby doczekała się ona swojej ekranizacji, bo jestem bardzo ciekawa, jak tę historię widziałby reżyser.

Autorka:

Agnès Martin-Lugand

Inne książki tej samej autorki:

  • Les gens heureux lisent et boivent du café, 2013 

Przetłumaczona na język polski ! Kliknij TUTAJ

  • La vie est facile, ne t’inquiète pas, 2015

12399291_1035287293160344_1374315388_n

 

Ciekawe słówka znalezione w książce:

  • étrenner la robe – ubrać sukienkę po raz pierwszy
  • prendre de l’embonpoint – nabrać tuszy
  • pianoter sur le téléphone – klikać w klawiaturę, brzdąkać np. na fortepianie
  • ricaner – śmiać się szyderczo, głupio
  • froncer les sourcils – marszczyć brwi
  • le levier de vitesse – dźwignia zmiany biegów
  • les paroles de réconfort  – słowa pocieszenia, otuchy
  • acharné – zawzięty
  • pelotonner – zwinąć się w kłębek
  • être viré – być wylanym z pracy (pot.)
  • la housse – pokrowiec
  • l’esquisse– szkic

 

Przesłanie i wartość książki

Et puis, dans ces moments-là, j’oubliais tout : mon travail à la banque d’un ennui mortel, la routine de ma vie, le délitement de mon couple. Je n’avais plus l’impression de m’éteindre. Au contraire, j’étais vivante ; lorsque je faisais équipe avec ma machine à coudre ou que je dessinais des modèles, je palpitais.

I wtedy ,w tych momentach, zapominałam o wszystkim: o mojej śmiertelnie nudnej pracy w banku, rutynie, rozpadzie mojego związku. Nie miałam już wrażenia, że wygasam. Wręcz przeciwnie – byłam żywa; Kiedy stanowiłam jedność z moją maszyną do szycia lub kiedy szkicowałam, moje serce biło.

Już na samym początku, poprzez te słowa, poczułam swego rodzaju więź z główną bohaterką. W swoim działaniu kieruje się ona przede wszystkim sercem. Bo kiedy w grę wchodzi pasja, ciężko wytłumaczyć nasze działania  racjonalnie. Ludzie, którzy jej nie posiadają, nigdy nie zrozumieją tego uczucia. Tego przeświadczenia, że masz jakąś misję, szczególną zdolność, sympatię i jeśli twoje życie nie będzie tym przepełnione, zamiast życia pozostanie Ci tylko egzystencja. Pojawia się pytanie: Vivre pour soi ou exister pour les autres?

I są ludzie, którzy godzą się właśnie na to, żeby tylko istnieć. Bo ciężko, jest zmienić nagle swoje życie o 180 stopni i zawalczyć o tak niemodne teraz “szczęście”. W tym wszystkim brakuje zdecydowanie emocji, które również nie są w cenie. Bo tak naprawdę pasja to emocje. Dlatego tak niewielu ludzi stać na to by tej pasji się oddać, nawet gdy ją mają, ponieważ wstydzą się prawdziwych emocji. Mamy ich w sobie całą gamę, warto je pokazać. Bo emocje to życie, pasja to jego sens.

I życzę wszystkim, aby robili w życiu to, co naprawdę kochają. Więc przede wszystkim życzę odwagi, bo tylko ludzie odważni są w stanie cokolwiek osiągnąć.

Aby zrozumieć książkę Entre mes mains le bonheur se faufile trzeba wykazać się odrobiną empatii w stosunku do głównej bohaterki i spojrzeć na rzeczywistość z jej perspektywy.  Pewnym jest, że osoby z pasją w tej książce odnajdą siebie.  Osoby, które jej poszukują – inspirację lub mówiąc bardziej przyziemnie – motywację do jakiegokolwiek działania.

Iris zaryzykowała i zdecydowała się na zmianę w swoim życiu. Czy wyszło jej to na dobre ? Tego nie mogę Wam powiedzieć, ale tak naprawdę to nie jest ważne. Ona po prostu spróbowała. Bo naprawdę warto… risquer de tout perdre pour peut être tout trover

———————————————–

Zostało jeszcze 8 dni aby przesłać swoje konkursowe zgłoszenie i wygrać super nagrody !

Aby poznać szczegóły kliknij  TUTAJ